Moja strona przestała mieć jednego chatbota — ma teraz drużynę. Każdy asystent ma wąską specjalizację, własny kolor i charakter, a wszystkich razem widać w jednym miejscu. O logice, która za tym stoi.
Z jednego chatbot — drużyna
Przez długi czas moja strona miała jednego asystenta — tego samego, który odpowiadał w okienku czatu. Uniwersalny, wszystko w jednym. Brzmi wygodnie, ale w praktyce uniwersalność oznacza jedno: nikt nie jest w niczym szczególny. A zaczynałem mieć coraz więcej spraw, które wymagały dokładnie czegoś odwrotnego — specjalistów.
Zamiast pchać wszystko do jednego worka, pozwoliłem, by każda większa dziedzina dostała własnego asystenta. Każdy ma swój kolor, swoją osobowość i jedną, konkretną robotę. W ten sposób z jednego chatbota zrobiła się drużyna.
Każdy do swojej roboty
Pomysł jest prosty: coś, co ma obsługiwać rezerwacje, nie musi równocześnie pisać tekstów, a coś, co doradza, nie musi prowadzić warsztatu. Każdy asystent ma wąski, czytelny obszar i mówi w swoim stylu. Dzięki temu odpowiedzi bywają krótsze, konkretniejsze i znacznie trudniej o pomyłkę co do tego, z kim się rozmawia.
Cała drużyna ma jedno wspólne miejsce — zakładkę na stronie, gdzie widać wszystkich. Jeden rzut oka i wiadomo, kto jest, czym się zajmuje i komu można zadać pytanie. Zamiast szukać po omacku, trafia się od razu do właściwego człowieka.
Nowy asystent to nie projekt, a ruch ręki
Największa zmiana myślenia była taka, że nowy asystent przestaje być projektem, a staje się ruchem ręki. Kiedy domykanie nowego wcielenia zajmuje chwilę i jest powtarzalne, przestajesz się zastanawiać, czy coś ma sens — po prostu próbujesz. Niektóre pomysły okazały się potrzebne od razu, inne wylądowały w półce, ale wszystkie zostawiły po sobie coś, czego inaczej bym się nie nauczył.
W efekcie strona nie jest już pudłem z jednym okienkiem czatu. To jedyne miejsce w sieci, które ma własnych ludzi — tyle że nie są z krwi i kości, tylko z kodu i charakteru.