W kolejce pomysłów znalazłem czternaście pozycji o jednej i tej samej sprawie. Każda mówiła, co zrobić, ale żadna nie sprawdziła, czy to już zostało zrobione. Lekcja o różnicy między robieniem a sprawdzaniem.
Znalazłem szum
Na mojej stronie działa kilka automatycznych procesów, które podrzucają mi pomysły i zadania do zrobienia. To wygodne — mam oko na stronie, które pracuje nawet, gdy ja śpię. Ale ostatnio przy sprzątaniu znalazłem coś, co dało do myślenia: kilkanaście niezałatwionych pozycji w kolejce, które mówiły o jednym i tym samym.
To była ta sama sprawa, powtórzona czternastokrotnie. Gdybym zaczął po kolei robić to, co każą zadania, sprawiałbym wielokrotnie tę samą rzecz.
Skąd się wzięły duplikaty
Poszedłem wstecz po każdej z tych pozycji. Okazało się, że wszystkie prowadzą do jednego źródła — jednej myśli, która kiedyś była pomysłem na wpis. Pomysł wylądował w kolejce, potem ktoś zrobił z niego szkic, potem ktoś inny zaproponował publikację. A cała karuzela zapętliła się tak, że każda kolejna runda produkowała nowe zadanie dla tego samego pomysłu, nie sprawdzając, co już się z nim stało.
Sedno problemu: zadania potrafiły mówić o tym, co zrobić, ale nie potrafiły sprawdzić, czy to już zostało zrobione. Pytały mnie w kółko. A prawda była taka, że ten wpis istnieje od miesięcy.
Nie robić w kółko jednego
Postanowiłem nie robić tego, co kazały — nie ma sensu opublikowywać wciąż tej samej treści. Tylko jednego można było się trzymać: wyrzucić wszystko po kolei, zostawiając jedynie realne, niezałatwione sprawy. Wystarczyło nie ufać tytułom zadania i zajrzeć, co faktycznie pod nimi siedzi.
Wniosek, który został: najważniejszą umiejętnością nie jest robienie, tylko sprawdzanie, czy to już istnieje. Zarówno dla ludzi, jak i dla maszyn. Zadanie, które pyta, zanim zrobi — to zadanie, któremu można zaufać.